Czy programowanie może pomóc w warzeniu piwa? Pasje naszych ludzi: Damian Jarosch

9 października, 2020 Sylwester Zimon

Mówi się, że to nie piwowar robi piwo tylko drożdże je robią. Jednak bez ludzi z pasją drożdże nie miałyby okazji, żeby się wykazać. Od kilku lat świat domowego piwowarstwa pochłania Damiana Jaroscha, Development Managera i programistę .NET z wrocławskiego biura PGS Software, który udowadnia, że wiedza z programowania przydaje się również przy warzeniu piwa.

Skąd w ogóle pomysł, żeby zacząć warzyć piwo samodzielnie? 

Wszystko zaczęło się w 2016 roku na Wrocławskim Festiwalu Dobrego Piwa. Tam pierwszy raz w życiu próbowałem piw kraftowych. Zaciekawiło mnie jak to się dzieje, że piwo potrafi być przepełnione takim bogactwem aromatów. Odwiedziłem stoisko, na którym prezentowano próbki chmieli. Uderzyła mnie ta intensywność cytrusów, owoców tropikalnych i innych nut, które raczej nie pasują do typowego zapachu sklepowego lagera. Zacząłem drążyć temat. Jak się później okazało to nie samo picie kraftowego piwa, a proces wytwarzania stał się dla mnie fascynujący. Piwo można uwarzyć na setki sposobów. Cały proces może być prosty lub skomplikowany. To sprawia, że każdy znajdzie coś dla siebie. Można uwarzyć piwo, którego cena zbliży się do 1zł za butelkę i będzie o niebo lepsze niż te koncernowe albo postawić na trudne piwo, którego proces tworzenia będzie trwał latami i dzięki temu zdobyć uznanie znajomych piwowarów. Do tego wszystkie doszła właśnie ta społeczność domowych piwowarów, która okazała się wyjątkowa. Dziś śmiało mogę powiedzieć, że spora część moich kolegów warzy piwo.

Pamiętasz swoje pierwsze domowe piwo? Jakie były efekty tych eksperymentów? 

O tak! Tego się nie zapomina. Otwarcie pierwszej butelki własnego piwa to magiczny moment. Złamałem przy jego warzeniu wszystkie możliwe zasady. Głównie tę, która mówi o cierpliwości, bo piwo z reguły powinno leżakować kilka tygodni. Ja po pięciu dniach nie wytrzymałem… ale okazało się zdatne do picia. Dla mnie było najlepszym piwem świata. Przynajmniej w tej bardzo krótkiej chwili (śmiech).

Po obejrzeniu kilku filmów w internecie pobiegłem do sklepu piwowarskiego kupić składniki. Był to zestaw American Pale Ale z tzw. brewkitu. W tym przypadku jest to droga na skróty: brzeczka, którą drożdże przerabiają na alkohol i CO2 dostarczona jest w postaci gęstego syropu. Wystarczy go rozrobić z wodą, dodać cukier lub ekstrakt słodowy i taka mikstura w ilości 20L jest gotowa do fermentacji. Dodajemy drożdże i czekamy około 14 dni. Do każdej butelki dodajemy odrobinę cukru, aby drożdże  przerobiły go na lubiane bąbelki. I tak po tygodniu, dwóch piwo nadaje się do serwowania. Ciekawą rzeczą jest też obserwacja ludzi jak reagują na taki trunek. Bardzo często dając komuś do spróbowania piwo odliczam czas do pytania: a jak zakapslowałeś butelki? Zwykle na ludziach robi to wrażenie, a to przecież nic szczególnego (śmiech).

Po pierwszym uwarzonym piwie postanowiłem nie iść na skróty i kolejne zrobić w sposób znany od tysięcy lat, czyli z zacieraniem. Proces polega na tym, że zmielony słód (zboże, które zaczęło kiełkować) miesza się z wodą o temperaturze 65C, co tworzy słodki napój. Podczas tego procesu zawarta w ziarnie skrobia jest cięta na mniejsze kawałki przez enzymy zawarte w ziarnach. Ze szkoły wiemy, że skrobia to cukier złożony. Wiemy też, że nie jest słodka ani trochę (wystarczy ugryźć surowego ziemniaka). Drożdże też jej nie lubią. Szczęśliwie po kilkudziesięciu minutach skrobia zostaje przemieniona w cukry proste, które drożdże uwielbiają. Sam zacier jest słodki, czasem nawet dwa razy słodszy od coli. I tak powstaje brzeczka, którą trzeba gotować około godziny dodając do niej chmiel… I ten chmiel jest jednym z czynników wpływających na to, jakie piwo otrzymamy, ale każdy etap warzenia i fermentacji ma ogromne znaczenie.

Od czego zacząć swoją przygodę z piwowarstwem? Gdzie szukać informacji o recepturach i sprzęcie? 

Najlepiej od znajomych, którzy to robią i z internetu. Zacząć można szybko i bezboleśnie. Na facebooku istnie wiele grup skupiających piwowarów domowych. Jest też piwo.org – najstarsze polskie forum. Tam znajdują się receptury i porady dla młodych adeptów. Polecam zacząć od wspomnianego przeze mnie brewkitu. Proces jest szybki i nie zajmuje dużo miejsca. Wystarczy mieć mały kącik, w którym zmieści się niewielkie plastikowe wiaderko. W moim przypadku tego miejsca potrzeba trochę więcej, bo mój domowy browar zajmuje już praktycznie jeden pokój, w którym stoją między innymi dwie lodówki czy fermentator.

Czy analityczny umysł developera pomaga w tworzeniu piwa? 

Zdecydowanie. W przepisach znajdują się istne algorytmy. Sprzęt i sposoby to frameworki. Można znaleźć dużo analogii. Zmysł analityczny pozwala dostrzec różnice, uczyć się na błędach i zdobywać wiedzę. Na dowód, że coś w tym jest, powiem, że większość moich znajomych z Polskiego Stowarzyszenia Piwowarów Domowych jak i piwowarów niezrzeszonych to ludzie z IT lub inżynierowie z innych branż. Mój piwowarski mentor też jest programistą, a szefem dolnośląskiego PSPD jest człowiek związany od lat z IT.

Znajomość programowania przydała Ci się również we wprowadzaniu usprawnień w Twoim domowym browarze.

Tak. Aby piwo wyszło w odpowiednim stylu i było smaczne kluczowa jest fermentacja. Trzeba zapewnić odpowiednią dla danego szczepu temperaturę. W tym celu używamy sterownika, który kontroluje temperaturę podczas fermentacji. Rozglądając się na rynku znalazłem urządzenia, które nie do końca miały kompletną funkcjonalność, jaką chciałem, no i cena była dość wysoka. Podpytałem kilka osób, poczytałem kilka publikacji i okazało się, że taki sterownik można zbudować samemu. Wymagało to oczywiście wiedzy z elektroniki oraz programowania niskopoziomowego w C++, które było dla mnie obce. Jednak motywacja kolejny raz zwyciężyła. Najpierw zbudowałem prototyp termometru opartego na kontrolerze ESP32. Do komunikacji ze światem sterownik używał protokołu MQTT oraz wykorzystując protokół GATT komunikował się bezpośrednio z telefonem po niskonapięciowym bluetooth (BLE). Po wielu nieprzespanych nocach, kiedy wszystko działało na biurku pora była przetestować urządzenie w boju. Do tego wszystkiego potrzebna była aplikacja na telefon oraz prosta usługa w chmurze. Projekt nie jest jeszcze skończony, ale zrobiłem kilka kroków na przód. Zaprojektowałem własną płytkę PCB  i urządzenie w ilości kilkunastu sztuk trafi do kolegów piwowarów na testy. Piwowarstwo + elektronika + programowanie to dla mnie najwyższy poziom rozrywki (śmiech).

Jaki jest próg wejścia do świata domowych piwowarów?

Niewielki. W sklepach są gotowe zestawy sprzętu. Wystarczy niecałe 200zł, aby móc zacząć. Do tego niezbędna jest cierpliwość oraz dbałość o higienę produkcji, aby piwo nie zakaziło się bakteriami lub dzikimi drożdżami. Poza tym piwowarstwo wiele wybacza, jeśli nie chcemy wysyłać piwa na konkursy. Mówi się, że browar to nie apteka i nie trzeba być dokładnym. To prawda. Kilka tysięcy lat temu ludzie nie mieli sprzętu, termometrów i wagi z dokładnością do dwóch miejsc po przecinku, a potrafili uwarzyć ten trunek.

Od jakiego piwa zacząć, żeby się nie zrazić na początek? 

Polecam piwa z tzw. nowofalowymi odmianami chmielu. One robią największe „wow”. Bywały sytuację, w których pytano mnie, jakich owoców dodałem do piwa. Ludzie są zdziwieni, że wszystkie aromaty mango, papai, grejpfruta pochodzą właśnie z amerykańskich odmian chmielu. Ja jestem fanem stylu: New England, ale łatwiejsze i ciekawe piwa to np. znany American India Pale Ale lub np. West Coast IPA.

Zobacz wywiad z Damianem z YouTube’owego kanału Bartka Filipiuka.


Najnowsze wpisy