Pasje naszych ludzi: Ludzkie szachy z elementami duszenia

Styczeń 10, 2019 Sylwester Zimon

Szachy to piękny sport, zresztą uczestników organizowanych w rzeszowskim biurze PGS Software turniejów szachowych nie trzeba o tym przekonywać. Miłośników bardziej dynamicznych aktywności chcielibyśmy zainteresować dyscypliną, o której opowiedział nam Leszek Bylica, Analityk Biznesowy z Rzeszowa. Leszek uprawia sport, który podobnie jak szachy łączy w sobie zmysł strategiczny, analityczne zdolności i myślenie pod presją czasu. Mowa oczywiście o brazylijskim Jiu Jitsu.

Jak to się wszystko zaczęło? Skąd zainteresowanie Jiu Jitsu?

Moja przygoda ze sportami walki zaczęła się w wieku 8 lat. Sąsiad był trenerem Judo, miał synów mniej więcej w moim wieku i zaczęliśmy wspólnie trenować. Stąd też moje zamiłowanie do tzw. chwytanych sportów walki. W odróżnieniu od sztuk uderzanych (Karate, Kickboxing), chwytane sporty jak Judo, zapasy czy Jiu Jitsu bazują na kontroli przeciwnika w stójce i parterze, rzutach, dźwigniach i duszeniach. Na początku było Judo, później próbowałem dla odmiany sił w Kickboxingu i Capoeirze. Potem przyszło Sambo i Spartakus – pierwszy profesjonalny klub sportów walki w Rzeszowie. Początki Brazylijskiego Jiu Jitsu to lata ok. 2005-2006 i klub Grota Rzeszów. Było to kółko zapaleńców, którzy starali się rozpropagować BJJ w Rzeszowie. Z połączenia ludzi z tego właśnie klubu i osób ze Spartakusa, które chciały trenować BJJ a nie MMA powstał Grappling „Dynamit” Rzeszów. Jesteśmy w Rzeszowie już 10 lat, a ja w klubie trenuję od 7 lat.

leszek-bylica-pasje

Fizyczna konfrontacja na macie to dość niecodzienna sytuacja.

Trzeba rozróżnić tutaj towarzyskie sparringi i walkę na zawodach. Sparringi rozwijają wachlarz technik oraz taktykę. Na sparringach zawsze staramy się na siebie uważać, jednak jest to sport kontaktowy i przy nieuwadze mogą się przytrafić przykre kontuzje, których na szczęście jest bardzo mało. Zawsze należy dać partnerowi czas na tzw. ‘klepnięcie’, czyli poddanie się w sytuacji, z której już nie ma wyjścia, a która, jeśli będzie kontynuowana, może kogoś uszkodzić. Odbywa się to zazwyczaj przez dosłownie klepnięcie przeciwnika dłonią lub stopą, jeśli dłonie są ułożone tak, że nie da się ich użyć, albo werbalnie słowami „dość”, „puść” czy „tap”. Jeśli słyszymy „aaaa” to znaczy, że poddanie się było zasygnalizowane odrobinę za późno (śmiech).

Zawody to całkowicie inny świat. Każdy jedzie po to, aby wygrać. Nikt nie wstrzymuje ręki, każdy walczy na 100% i tutaj niestety łatwiej o kontuzję. Do tego dochodzi stres związany z walką z nieznanym przeciwnikiem. Fakt, że po pierwszych dwóch walkach zwyczajnie odpada 75% walczących, sprawia, że stawka i emocje dają się we znaki. Czasem można się spalić, popełnić głupi błąd i walka skończy się w 10 sekund. A czasem będzie wymagała od nas przewalczenia całej rundy, która trwa zazwyczaj 5-8 minut, czasem 10, czasem 30 a czasem bez limitu czasowego. Wszystko to zależy od poziomu zaawansowania i formuły zawodów. Warto choć raz pojechać i się sprawdzić, chociaż nie każdy tego potrzebuje. Zdecydowana większość trenujących nie planuje jeździć na zawody.

Jesteś zaangażowany w działalność rzeszowskiego klubu Grappling „Dynamit” Rzeszów. Czym się tam zajmujecie?

W klubie prowadzimy zajęcia brazylijskiego jiu jitsu – treningi w kimonach (GI) oraz treningi bez kimon (NO GI). Prowadzimy również treningi zapasów w stylu wolnym oraz technik, które można wykorzystać w BJJ.

Jako trener prowadzisz treningi w kimonach. Na czym to polega?

Trening w kimonach, zwany też GI, wymaga od uczestnika stroju, popularnie nazywanego kimonem GI. W Judo są judogi, w karate są karategi, w BJJ są po prostu GI. Trening w kimonach daje uczestnikom możliwość wykorzystania w walce stroju przeciwnika. Często spotykane jest duszenie kołnierzem albo połą kimona. Złapanie rękawów czy nogawek pozwala bardzo dobrze kontrolować przeciwnika, przez co jest o wiele większe tarcie. Walka jest bardziej techniczna i wolniejsza, niż ta bez kimon. W starciu No GI dodatkowo nie można łapać za żaden element stroju przeciwnika.

Czy grappling i brazylijskie Jiu Jitsu to sport dla każdego?

Każdy może trenować grappling i BJJ, ale zdecydowanie nie jest to sport dla każdego. Wymaga zaangażowania, cierpliwości, samodyscypliny… Na macie widzę zarówno kobiety jak i mężczyzn, od dzieci po osoby starsze. Taki trening świetnie działa na kondycję, siłę, silną wolę, zdrowie fizyczne jak i psychiczne, ale mimo wszystko 90% osób i tak po spróbowaniu stwierdza, że to nie dla nich. Przez nasz klub przewinęło się w ciągu ostatnich kilku lat blisko 300 osób, a regularnie trenuje około 20. Droga do czarnego pasa jest dla większości bardzo długa, czasami wręcz ten stopień jest nieosiągalny. W pewnym momencie człowiek zdaje sobie z tego sprawę i podejmuje decyzję – czy robi to dla pasa czy dla siebie. Zdecydowana większość z nas robi to dla siebie i jest to nasz świadomy wybór.

Co, oprócz umiejętności samoobrony, daje człowiekowi uprawianie sztuk walki?

BJJ uczy opanowania, myślenia pod presją oraz daje możliwość odreagowania kłopotów dnia codziennego. A najważniejsze jest to, że często na macie trafiasz do drugiej rodziny, zawiązujesz przyjaźnie na całe życie. Nic tak nie wiąże ludzi jak wspólne zainteresowania.

W jaki sposób doświadczenie zdobyte na macie przydaje Ci się w pracy Analityka Biznesowego? Mam wrażenie, że analiza na macie jest równie istotna.

Na treningu trzeba zostawić ego za drzwiami – ono nie może Tobą kierować podczas sparringów. Liczy się współpraca i czasem kompromis (np. umowa, że oboje nie będziemy używać technik, które nie są zabronione, ale są na pograniczu faulu). W walce musisz być w stanie przewidywać ruchy przeciwnika, czasem coś poświęcić (np. oddać pozycję), żeby zobaczyć jak zareaguje przeciwnik i wykorzystać to w następnej akcji. Dlatego też BJJ często określane jest jako ludzkie szachy i umiejętności analityczne są w nim niezwykle przydatne.

Najnowsze wpisy