Pasje naszych ludzi: Kevin Dabrowski, profesjonalny sędzia snookera

4 września, 2020 Sylwester Zimon

Tagi:PGSteam

Kevin Dabrowski z wrocławskiego biura PGS Software robił w życiu różne rzeczy – pracował chociażby w branży gier wideo – ale jego pasje wykraczają daleko poza wirtualny świat.

Od 2014 roku, Kevin jest profesjonalnym sędzią snookera na zawodowych turniejach World Snooker Tour. Sędziowane przez niego mecze można oglądać na stacjach BBC i Eurosport. Zanim został sędzią, miał na koncie liczne sukcesy sportowe, między innymi zdobył kilka medali mistrzostw Polski, a od tytułu mistrza Polski w bilardzie angielskim dzielił go tylko jeden punkt.

 

Kevin Dabrowski z Johnem Higginsem, czterokrotnym Mistrzem Świata

 

Zacznijmy od tego, czym właściwie jest snooker?

KD: Osobom nieznającym tego sportu może się wydawać, że snooker to bardzo skuteczny środek usypiający. Nic bardziej mylnego. Snooker to bardzo popularna, fascynująca dyscyplina z wielką bazą fanów na całym świecie. Bilety na Mistrzostwa Świata w Sheffield często wyprzedają się pierwszego dnia, na rok przed zawodami. Na turniejach zdarzają się takie emocje, że kibice mdleją na trybunachDosłownie. Nierzadko na arenę wkroczyć musi pomoc medyczna. O popularności snookera najdobitniej niech świadczy fakty, że jest jedną z najczęściej oglądanych dyscyplin na Eurosporcie. 

Co do samej gry, snooker grany jest na wielkim, dwunastostopowym stole do bilarda angielskiego. Do gry używane są dwadzieścia dwie bile – piętnaście czerwonych, sześć kolorowych i jedna białaCelem gry jest zakończenie partii z większą liczbą punktów niż ma przeciwnik. 

Punkty zdobywa się poprzez naprzemienne wbijanie bil czerwonych i kolorowych. Czerwone, wbijane w pierwszej kolejności, warte są 1 punkt i po wbiciu pozostają już poza stołem. Po wbiciu bili czerwonej grać należy bile kolorowe, warte od dwóch punktów (żółta) do siedmiu (czarna), które po wbiciu powracają na z góry ustalone pozycje na stole, aż do czasu, gdy z pola gry znikną wszystkie czerwone. Wtedy wbija się w odpowiedniej kolejności bile kolorowe, a na końcu czarną. Jak wspomniałem, wygrywa ten, kto uzbiera więcej punktów i to jest różnica w stosunku do typowego bilarda, bo tam wygrywa ten, która wbije ostatnią bilę (na przykład ósemkę, dziewiątkę lub dziesiątkę) 

Jako że w snookerze decydują punkty, partia często kończy się poddaniem, kiedy na stole wciąż znajdują się bile. W snookerze zawodowym, typowy mecz trwa od 2 do 4 godzin i grany jest do 4 wygranych partii. Jednak w najważniejszych turniejach dystans bywa większy. Na przykład finał mistrzostw świata grany jest do 18 wygranych partii. W efekcie, taki mecz rozgrywany jest na przestrzeni kilku dni. 

 

Jak doszło do tego, że zostałeś sędzią snookera?

KD: Wszystko zaczęło się od grania. Swoje pierwsze kroki z tym sportem stawiałem w SnookerKlubie w Toruniu. Żeby grać, każdorazowo musiałem dojeżdżać około 50 kilometrów z Bydgoszczy, bo u mnie w mieście nie było żadnego stołu. Później przeprowadziłem się na studia do Krakowa, i tam już było łatwiej.  

Z początku nie byłem jakiś rewelacyjny, ale chciałem przeżyć trochę snookera na wyższym poziomie, więc zrobiłem kurs sędziowski, żeby jeździć na największe turnieje w Polsce. Dosyć szybko udało mi się załapać do składu sędziowskiego na Otwarte Mistrzostwa Polski – był to rok bodaj 2011 – co było niezłym łutem szczęścia, bo w tamtych czasach wcale nie było to łatwe.   

Niedługo później mój poziom gry na tyle się podniósł, że przestałem sędziować i skupiłem się na grze. Ostatecznie, oprócz kilku medali mistrzostw polski, rywalizowałem także w polskiej ekstralidze snookerowej, czyli Lidze Top 16.  

Pewnego dnia grałem na profesjonalnym turnieju w Gdyni i niestety – co zaskakujące nie było, bo nie byłem aż tak dobry – odpadłem w pierwszej rundzie eliminacyjnejByłem przekonany, że mój udział w zawodach definitywnie się zakończył. Jednak jeszcze tego samego dnia organizatorzy zaproponowali mi, żebym dołączył do składu sędziowskiego. Okazało się, że jeden sędziów się rozchorował i nie dał rady przyjechaćOdsędziowałem turniej i na tyle mi się spodobało, że zostałem na dłużej.  

 

Znalazłeś się wtedy w elitarnym światowym gronie.

KD: Tak. Szczęśliwie moja praca spodobała się włodarzom World Snookera na tyle, że sędziuję do dziś. W tym roku udało mi się odsędziować pierwszy finał turnieju rankingowego w turnieju Shoot-Out. Praca na turniejach snookerowych pozwoliła mi odwiedzić wiele ciekawych miejsc, jak chociażby niewielki, fascynujący Gibraltar. Oprócz tego miałem okazję sędziować na przykład w Austrii, Rumunii, Bułgarii, Niemczech, Wielkiej Brytanii, na Łotwie i oczywiście w Polsce, choć obecnie nie odbywają się już u nas zawodowe turnieje.

 

Co robi sędzia snookera?

KD: Rola sędziego polega przede wszystkim na czuwaniu nad prawidłowym przebiegiem gry. Do tego zalicza się chociażby przywracania bil kolorowych na odpowiednie punkty na stole albo odtwarzanie sytuacji po faulu i chybieniu. Kluczowe jest także wypatrywanie wspomnianych fauli, bo czasami ciężko je dostrzec, a ich przeoczenie może zmienić przebieg całego spotkania. Ludzie czasami są zaskoczeni, że w takiej grze jak snooker są faule, bo intuicyjnie kojarzą się one z jakimś fizycznym kontaktem, na przykład podłożeniem nogi w piłce nożnej. W snookerze faule polegają przede wszystkim na nieprawidłowym zagraniu, na przykład wpadnięciem białej do kieszeni albo trafieniem bili o innym kolorze, niż chciało się uderzyć.  

Oprócz tego sędzia dba także, aby gra toczyła się płynnie. Ta część pracy sprowadza się przede wszystkim do odpowiedniego pozycjonowania się przy stole, czyli stawania w takim miejscu, aby szybko można było przywrócić na swój punkt bilę, która zaraz zostanie wbita. Dodatkowo sędzia pomaga zawodnikom z przyżądami pomocniczymi, odbierając i podając je, a także czuwa nad prawidłowością punktacji.         

Skoro już wspomniałem piłkę nożną, to warto dodać, że na tle innych sportów, snooker jest grą bardzo dżentelmeńską. Zawodnicy w zdecydowanej większości sami przyznają się do fauli. A jest to bardzo ważne, bo niektórych nieprawidłowych zagrań, jak na przykład pchnięcia – czyli uderzenia białej bili tipem dwukrotnie (lub i więcej) – jest właściwie niemożliwe do wychwycenia przez sędziego, natomiast zawodnik od razu poczuje faul w momencie zagrania. Co więcej, w przeciwieństwie do chociażby piłki nożnej, sędzia jest bardziej otwarty na dyskusję z zawodnikami, aby wszystkie strony były zadowolone. Zresztą, z rozwiązań podobnych do VAR snooker korzysta już od wielu lat.   

 

Zdarzają się jakieś kontrowersyjne sytuacje?

KD: Zdarzają się, choć nieczęsto. W snookerze uczciwość i uprzejmość wpisane są w DNA sportu. Najbardziej kontrowersyjna sytuacja, jaka mi się przytrafiła, polegała na tym, że poprosiłem zawodnika, żeby… włożył koszulę do spodni. Takie wtedy były wytyczne, ale zawodnik nie był tym zachwycony, co wywołało nieprzyjemną dyskusję oraz wybuch w mediach społecznościowych – przede wszystkim na Twitterze, który w świecie snookera jest silnym kanałem komunikacji.  

Oprócz tego przydarzył się też słynny nie-uścisk dłoni z Ronnie’m O’Sullivanem, ale ciężko rozpatrywać to w kategoriach kontrowersji. Ot, raczej drobne nieporozumienie.  

Jak wypada Polska w snookerowym świecie?

KD: W Polsce mamy kilku sędziów, którzy pracują przy dużych turniejach. Zaplecze sędziowskie w naszym kraju zawsze było silne. Natomiast z perspektywy sportowej,w zeszłym sezonie mieliśmy dwóch profesjonalnych zawodników w cykluMainTour oraz kilku, kilkunastu topowych amatorów, którzy spokojnie są w stanie do grona zawodowców się dostać. Bojeśli chodzi o umiejętności gry, to zdecydowanie jesteśmy na wysokim poziomie. W Europie kontynentalnej stanowimy wręcz potęgę. Co prawda w snookerze zawodowym nie mamy jeszcze wielkich osiągnięć, ale wierzę, że to tylko kwestia czasu.Moim zdaniem na tym etapie problemem jest mentalność i pewien kompleks polskości.Snookerto sport ekstremalnie trudny i nerwy czy presja częstoniweczą szanse na zwycięstwo. Dla przykładu, w pool bilardzie, czyli najbardziej znanym sporcie bilardowym w Polsce, odnosimy duże sukcesy również na arenie zawodowej. 

 

A Ty jak sobie radzisz z presją? Też jesteś w centrum uwagi, a od Twoich decyzji wiele zależy.

KD: To wszystko kwestia przyzwyczajenia. Nawet jeśli na początku spotkania zdażają się jakieś niewielkie emocje, to bardzo szybko znikają, bo koncentracja na stole jest tak duża, że zwyczajnie zapomina się o otoczeniu. Ostatecznie jest obojętne, ile setek czy tysięcy kibiców znajduje się na arenie oraz ile milionów ludzi siedzi przed telewizorami – człowiek się wyłącza i skupiony jest wyłącznie na spotkaniu oraz toczących się bilach. 

 

 

Najnowsze wpisy